Bitwa o Berlin

dnia

Jeżeli jesteś artystą, zarabiasz na życie żonglując gwoździami, robiąc na drutach kalesony lub tkając makatki, pasjonują Cię murale i sztuka ultranowoczesna, jeżeli jesteś dziwakiem (w każdym znaczeniu tego słowa), buntownikiem z wyboru, albo po prostu kochasz multikulturowość… jedź do Berlina- wtopisz się w tłum. Tylko tam na dawnym „pasie śmierci” mógł powstać park spotkań i rozrywki a miejscu spalenia ciała Hitlera… piaskownica. Ekscentryczność i nietypowość są już standardem i właściwie szokują Ci, którzy… no właśnie, czy ktoś jeszcze może tam szokować?DSC_1369

Miasto, które przez lata było bastionem ścierających się radykalnych ideologii, kolebką niebezpiecznych nurtów filozoficznych i naocznym świadkiem bolesnych dziejów Europy.  Jednak berlińskie ulice już od wielu lat wyróżniają się na tle reszty europejskich stolic- widoczna jest otwartość mieszkańców na zmiany, odmienność, odwaga w wyrażaniu własnego zdania, zauważalna publiczna manifestacja autonomii i niczym nie skrępowanej wolności. Obecnie Berlin uważany jest za mekkę indywidualistów, trampolinę haseł związanych z wolnością, równością i tolerancją. Przyciąga setki artystów, działaczy społecznych, performerów, dając im pełną swobodę tworzenia i wyrażania poglądów, bo gdy u nas po kątach zaczęto szeptać o homoseksualizmie- tam jednopłciowe pary myślały już o adopcji dzieci.
Gdy u nas faceci dopiero co odwiesili do szaf swoje obcisłe spodnie i zaczęli zapuszczać brody, tam lumberseksualni poszli o krok dalej- zaczęli je farbować na najmodniejsze kolory, początkując  tym samym nowy modowy nurt- technodrwali. Podczas gdy u nas cyklicznie (może to już tradycja?) pali się tęczę na Placu Zbawiciela, tam dyskutuje o tym jak być bardziej tolerancyjnym. Miasto kolorowych pawi, tworzących swoisty rezerwat wśród betonowych płyt.

Miasto Marleny Dietrich, braci Grimm, misia Knuta, marsza weselnego, rosyjskich dyskotek i… trabanta. 10489803_702021886500877_2987488282081070069_n

Pierwsze skojarzenie, które przychodzi mi na myśl na temat Berlina- przereklamowany. Nie jest zachwycający, nie zapiera tchu w piersiach, nie powala na kolana. Nie zgubimy się wśród romantycznych kamieniczek lub wśród labiryntu krętych uliczek zabytkowych dzielnic. Berlin ogłuszy nas betonowiskiem, przydusi zgiełkiem nieustającego wszechobecnego placu budowy (jeśli nie budują, to remontują), żeby w końcu dobić plątaniną miejsc niezwykle przeciętnych i tych… no właśnie- niezwykłych. Warto się wysilić i znaleźć fragmenty undergroundowego klimatu miasta, bo właśnie one tworzą niesamowity i niezapomniany patchwork doznań. To co szokuje gdzie indziej, tam nikogo nie dziwi. Bez problemu możemy zgubić się w squatach (oby tylko zgubić!), znaleźć miasteczko namiotów zbudowanych z europalet na środku skrzyżowania, skręcić kark podziwiając gigantyczne murale, zostać obszukanym w sterylnym Bundestagu lub poczęstowany skrętem od ulicznych handlarzy- do wyboru: „kickass pills” lub „awesome powder” w promocyjnej cenie!

Curry Wurst. To nie zwykły posiłek- to styl życia.DSC_1338

Jak zwiedzam- chcę dobrze zjeść. Prosta zależność, która do tej pory funkcjonowała całkiem sprawnie. Aż do przyjazdu do Berlina. Poza pierdyliardem budek i budeczek z Curry Wurst (ociekającą syfem kiełbachą wepchniętą w bułkę) albo jeszcze większą ilością kebabistanów (serio, w tym mieście kebab robi się szybciej niż policja dojeżdża na miejsce przestępstwa), nie było nic co mogło ukoić mój burczący brzuch. Nie trafiliśmy na nic swojskiego, wyglądającego apetycznie lub symbiotycznego do zawartości portfeli.
Z braku laku jedliśmy piwo. I tu ukłony- całkiem dobre, szczególnie Berliner Kindl, na dokładkę polecam Berliner Weisse. Mniam.

Berlin: must see

  1. Galeria East Side przy Warschauer Straße, gdzie znajduje się najdłuższy fragment Muru Berlińskiego, ponad kilometrowa galeria sztuki na wolnym powietrzu prezentująca 105 obrazów artystycznie obrazujących „nadzieję na lepszy ś10530951_702021973167535_5651788265741158187_nwiat”.
  1. Koniecznie wcześniej zarezerwować wejściówki na szklano- lustrzaną kopułę! A potem leniwie pospacerować po Tiergarten. Jako, że jesteśmy w okolicy- szybkie zdjęcie pod Bramą Brandenburską i dalej Aleją Unter den Linden, podziwiając budynek Uniwersytetu Humboldta, gmach Biblioteki Państwowej, Nowy Odwach czy Operę Narodową. Na samym końcu przechodzimy Mostem Zamkowym na…
  1. Wyspę Muzeów– warto odstać swoje
    i odkryć skarby (chociażby) Muzeum Pergamońskiego, Muzeum im. Bodego, Starej Galerii Narodowej, Muzeum Sztuki Islamu. Setki ludzi w kolejkach nie mogą się mylić.
  1. Checkpoint Charlie– dawne przejście graniczne między sektorem radzieckim i amerykańskim. A i zdjęcie z wartownikiem, turystyczne must have!
  1. Holocaustmahnmal– pomnik Holocaustu poświęcony zamordowanym przez nazistów Żydom. Tworzy go 2711 kamiennych bloków, będących
    w istocie różnej wielkości nagrobkami i sprawiających wrażenie potężnego labiryntu, pod którym kryją się podziemne sale wystawowe.
  1. Muzeum żydowskie z najciekawszą bryłą budynku (dopuścił się: Libeskind). Wyznając zasadę „taniego zwiedzania” na podziwianiu bryły pozostało.DSC_1400
  1. Sony Center na Potsdamer Platz. Biurowce, wieżowce, parasol Sony przykrywający genialny plac wewnątrz. Można to wszystko zobaczyć z góry, wyjeżdżając na ostatnie piętro Muzeum Kinematografii. Warto!
  1. Kreuzberg. Świetny w swej „inności”, chociaż jeżeli jeszcze raz ktoś przy mnie porówna go do krakowskiego Kazimierza- nie ręczę za siebie.
  1. Aleksanderplatz- ruchliwy i trochę chaotyczny architektonicznie plac, dawne serce Berlina Wschodniego
    a obecnie największy węzeł komunikacyjny miasta. Góruje nad nim iglica wieży telewizyjnej – widoczna
    z wielu miejsc w Berlinie. Można na nią wjechać i podziwiać panoramę z 204 metrów. Latarnia morska w centrum.
  1. Admiral Brucke– miejsce spotkań amatorów trunków pochodzenia kartonowego lub tanio butelkowego pitego wprost z opakowania lub- kulturalniej z kieliszków. Tygiel jedności alkoholowo- kulturowej.

* dla zapaleńców:

  • DDR Museum (klimat socjalistycznego raju),
  • Mauermuseum (o murze, tragicznej historii uciekinierów, tęsknocie za „lepszym światem”),
  • Street Art: można załapać się na wycieczkę prowadzącą szlakiem najlepszych obrazów, murali, ogólnie „sztuki ulicznej”,
  • Spreepark (tam m.in. kręcili film „Hana”), ale warto zapłacić za zwiedzanie niż dać się załapać ochronie. Tak słyszałam.
  • Fascynujący Peristal, czyli tajemniczy labirynt. Radzę nie zabierać tam potomstwa, jeżeli zależy Ci na ich szczęśliwym dzieciństwie. David Lynch
    i Tim Burton wymiękają.

Jeżeli nie zniechęciłam Cie tą litanią żali i ogólnego jojczenia- jedź zjeść ekologiczne lody z mleka sojowego nad brzegiem Sprewy, zapalić ekologiczną shishę w towarzystwie min. pięciu Turków, siedemnastu Francuzów, trzech Polaków i Afrykanina, przywieź fragment muru i kultową koszulkę z napisami głoszącymi ideę wolnej miłości i innych jej mutacji, pokiwaj się w rytm techno.
Po prostu poczuj się… jak w kalejdoskopie. Have fun!

4203136

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s