Don’t Cry for Me Argentina

dnia

Rys. Porysunki znalezione przez niezawodną Kasię P-B ❤

Moja Wielka Korpoprzygoda dobiegła końca.
 
Prasując swoje pierwsze spodnie z kantem myślałam, że oto dobrowolnie idę sobie wypruwać żyły i flaki i czy jestem na tyle kreatywna, żeby robić to w sposób wystarczająco spektakularny. Że owszem szpan przed znajomymi, bo będę miała zamagnesowaną przepustkę do lepszego świata i biuro w centrum miasta, ale równocześnie stanę się numerkiem stojącym w kolejce do kserokopiarki a po tygodniu pewnikiem dostanę majndfaka bo obsługa automatu do kawy wymaga studiów wyższych w trzech językach obcych (w tym jednym w stopniu biznesowym). Że mam prawie 30 lat i szanujące się kobiety w tym wieku pakują dziecku tornister do szkoły a nie zastanawiają na ile słoików masła orzechowego można przeliczyć najbliższą wypłatę. I że w sumie ahoj przygodo, ale RANY BOSKIE CO JA ROBIĘ?!
 
Pierwszy raz od bardzo dawna nie czuję ssania w żołądku w porze wieczorynki, nie sprawdzam kompulsywnie co trzy i pół minuty, czy koszula będzie mi pasowała do spodni i czy na pewno nie będzie mi widać majtek, czy osiem budzików jest nastawionych jeden po drugim dokładnie co pięć minut (nie wstanę na pierwszy- trudno nie zjem śniadania, nie wstanę na drugi – trudno nie zjem też obiadu, nie wstanę na trzeci- dzięki Bogu i wynalazcom za suchy szampon! Nie wstanę na czwarty- będę głodna, zła i brzydka po makijaż będę musiała ograniczyć tylko do emulsji gruntującej i farby podkładowej. Nie wstanę na piąty – najwyżej odeślą mnie do lekarza po wyglądzie sądząc, że roznoszę jakieś śmiertelne paskudztwo i jestem na ostatniej prostej swojego życia, udaremniając mi tym samym wyłudzenie odszkodowania dla rodziny za śmierć w miejscu pracy. Nie wstanę na szósty – dzisiejszy dress code sponsorowany przez „wstałam pół godziny za późno żeby wyglądać jak dorosły”, więc dzisiaj hit ołpenspejsa – pidżama w baranki i koszulka „kocham Majkę Jeżowską” z plamą po paście do zębów. Nie wstanę na siódmy – pozostaje zgłosić urlop na zaspa… żądanie. Jak nie wstanę na ósmy, to nie ma już po co w ogóle wstawać w końcu do urzędu pracy można się zgłosić też jutro), czy telefon naładowany, czy kolekcja plastikowych pojemników, w których korpoestabliszment trzyma zazwyczaj eko kanapki z tofu przekładane polędwicą z krowy z wolnego wybiegu na pastwisku oświetlanym słońcem padającym pod najlepszym dla trawy kątem obliczanym ze wzoru: ilość pracowników w teamie razy ilość manadżerów którym chcemy zaiponować podzielony przez iloraz inteligencji najgłupszej krowy z wolnego wybiegu. Wynik podajemy w funtach brytyjskich z przelicznikiem P.B. (Przed Brexitem). Halo? Rozmowy w toku? Chętnie opowiem, jakie to uczucie nie musieć przechodzić poniedziałkowego wieloboju porannego, który powinien stać się międzygalaktyczną dyscypliną olimpijską, bo od dawna wiadomo, że człowiek jest najbardziej wydajny jak a) goni cię coś głodnego i mięsożernego i większego od ciebie i nie jest to twój chłopak albo mąż b) masz nieposprzątane a za pięć minut wpadnie teściowa c) twoje dziecko drze się spod drzwi łazienki, że chce kupę a jesteś w trakcie własnej i to samo dziecko po chwili mówi, że właściwie już się nie spiesz bo już po sprawie d) od dziesięciu minut powinieneś już jechać tramwajem do pracy. Ludzie da się – sprawdziłam kilkukrotnie (i na szczęście tylko wersję z tramwajem).
Będzie mi brakować tempa pracy jak w nieklimatyzowanej fabryce kostek lodu podczas 30 stopniowych upałów. Tego, że wszystko powinno być nie na już ale na wczoraj, że dar bilokacji obok ponadprzeciętnie pojemnego pęcherza byłby najbardziej pożądaną mocą superkorpobohatera (bo właśnie mija 10. minuta przerwy, jesteś drugi w kolejce do spieniacza mleka do kawy ale kątem oka dostrzegasz, że Twój manager właśnie rusza w kierunku Twojego biurka i masz dylemat jak Strażnik Teksasu, czy złapać swoją ukochaną, która trzyma się kaktusa ale zaraz spadnie w przepaść, bo ma pokremowane ręce, czy skoczyć na dach rozpędzonego pociągu, którym uciekają bandyci). Tej codziennej adrenaliny, czy ktoś już zjadł Twój obiad ze wspólnej lodówki, albo czy Twój kolega zauważy, że zamieniłeś mu monitor, bo Twój się spalił, dedlajnów etymologicznie ściśle związanych z następstwem przekroczenia jakiegoś terminu, czyli śmiercią przez wylot z pracy przez okno razem z biurkiem. Lanczu z bezglutenowymi sandwichami z jarmużem, humusem, guacamole i grillowanymi wnętrznościami azjatyckich dzieci, po staropolosku zwanego obiadem podczas którego facet z Włoch opowiada Ci o swojej żonie Ukraince, która spędza urlop o swoich rodziców na Kostaryce.
 
I tylko troszkę chce mi się płakać, bo ostatni dzień wszystkimi siłami chciał pokazać, że właściwie moje miejsce jest tam gdzie moje biureczko z klawiaturą, na której jest więcej czekolady niż mojego DNA i z szufladą pełną ratunkowej glukozy w postaci batoników z nadzieniem brownie, ciastek zbożowych, kilku pomadek Merci, dwóch kasztanków, truskawkowych karmelków i paczki M&M’sów z orzeszkami. Bo w ten piątek działał spieniacz do mleka (musicie uwierzyć, że po bankomacie to najważniejsze urządzenie na czwartym piętrze), do godziny 16 niczym się nie oblałam, przyszło kilka maili zaczynający się na „hello” i kończących się „kind regards” i niosących przekaz „ju łelkom” a nie „fak ju radź sobie sama”, winda zacięła się na przerażająco długi okres ułamka sekundy, w którym rozważałam, czy nowa praca jest warta śmierci głodowej w windzie numer 1. Moja szefowa ❤ życzyła mi gdziekolwiek się nie znajdę w trakcie swojej kariery zawodowej zawsze czystych łyżeczek do mieszania herbaty (na mojej liście must have, tuż za wygraniem kumulacji w totka). I cały ołpenspejs (nawet Ci ludzie, którzy ciągle mylili mnie z tą aktorką ze Słonecznego Patrolu) kupili mi kilogram żelek i książkę idealnie opisującą mój falstart w międzynarodowym przedsiębiorstwie o wiele mówiącym tytule „Fakap – czyli moja przygoda z korpoświatem”, życząc dopisania drugiej części.
 
Circle of korpo zostało przerwane. I co by nie mówić – to była fajna przygoda.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s