Skulkowani

dnia

Na zdj. grafika ze strony /www.beano.com/posts/where-do-your-missing-socks-go

Olśniona niesamowitą osobowością mojego chłopaka, zastanawiam się czy kiedyś nie napisać doktoratu na temat związku ze stomatologiem, ale mi przeszło, bo zrozumiałam, że to tylko dla mnie takie pasjonujące znajdować zęby obcych ludzi* na szafce nocnej, albo stole w kuchni. Dla mnie wyprowadził się z domu na „prawie-wsi” i zaczął uprawiać chów klatkowy (zamieszkał w bloku) i jakoś stara się ogarnąć ta ciasną rzeczywistość. Jednak rzeczywistość związkowa okazuje się dla niego o wiele bardziej uciążliwa, niż dzieci sąsiadów z góry, które od 5 rano lubią sobie poskakać z łóżek prosto na nasze głowy.

Mój chłopak jest mężczyzną wielu zalet, z czego największą jest to, że posiada przezabawną dziewczynę, a drugą to, że jest tak słodki, że nie mam żadnych wątpliwości, że genesis Bartka przebiegało tak, że wycięto go z tabliczki pełnomlecznej czekolady a potem jeszcze obtoczono w maśle orzechowym i posypano kruszonką. Chłopiec to grzeczny, miły, acz z wydziału lekarskiego, co momentami utrudnia normalne funkcjonowanie i sprowadza je do boleśnie racjonalnych argumentów „nie, bo nie!”. W życiu ceni sobie porządny obiad złożony z dużej ilości białka i spokojną drzemkę po nim. Nie toleruje laktozy, braku podwieczorku oraz segregowania skarpetek do prania.

To tyle o nim. A teraz o mnie. Jestem człowiekiem, którego charakter przez ostatnie pół roku został tak solidnie oszlifowany, że mogłabym całą sobą ciąć szkło. Więc w tym miesiącu przyrzekłam sobie, że nic, absolutnie nic nie wyprowadzi mnie z równowagi. Nic mnie nie zdenerwuje, nic mnie nie zirytuje, moje pokłady nieskończonej cierpliwości mogłyby stanowić fundament Ziemi. Jestem najspokojniejszym nenufarem na tafli jeziora mojego życia. No nic mnie nie ruszy… No prawie nic.
Dziś w polskich domach dzień gospodarczy – prania, rosoły, klepanie kotletów, trzepanie dywanów, polerowanie karoserii Poloneza. Najprawdopodobniej genetyki i patriarchatu nie oszukam, więc kolejny raz w związkowym Monopoly stanęłam na polu „pranie”, więc schylam się po te wszystkie koszulki, majtki, skarpetki… i na tej wypielęgnowanej tafli pojawiają się pierwsze zmarszczki. Widzę samotną białą skarpetkę zwiniętą w symetryczną kulkę. Za chwilę spod koszulki z napisem „BEST DENTIST EVER” wyturluje się czarna kulka. Taki samotny wilk. A nie, jednak nie samotny, ma koleżankę w paski. Zaczyna mi drgać powieka. O. Druga biała. Drę się do Bartka, drożdżówki mojego życia, przekrzykując odkurzacz, w końcu idę do niego i widzę jak walczy na tablecie symulując odkurzanie.

– Bartek. Skarpetki. Znowu. W kulkach. CZEMU?! – Mówię głosem chłodnym niczym kostka masła wyjęta prosto z lodówki.
– Nic na to nie poradzę, one się tak boją pralki, że zwijają się w kulki ze strachu**

No proszę Państwa, na takie argumenty to nawet mnie brakuje słów.

*ty, no ale zobacz jakie ma korzenie!
**głos bez śladu skruchy

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s