Wojny sąsiedzkie

dnia

COSIĘDZIEJE?! WOJNA?! SUFIT SIĘ WALI! STRZELAJĄ?! Patrzę na zegarek – szósta rano. Rozglądam naokoło – nic się nie zmieniło, naokoło mnie mieszkanie poskładane z wielkiej płyty. Zaraz dogania mnie budzący się mózg – to tylko kolejny dzień w nowohuckim blokowisku.

Nie mam od życia wielkich oczekiwań, nie potrzebuję dywanu z sierści trójgarbnego wielbłąda albinosa leżącego pod marmurowym bidetem w dwustumetrowej łazience, ani koktajlu z krewetek na śniadanie podane do łóżka przez filipińską gosposię, moja sypialnia nie musi być „hygge” ani srygge, nie musi pachnieć norweską wiosną ani najnowszym katalogiem Ikei. Co jest dla mnie za to ważne? Odbycie przynajmniej siedmiogodzinnego niczym nie zakłóconego regenerującego snu. Sen ten – wiele osób może potwierdzić – wpływa nie tylko na moje samopoczucie, ale także zapobiega konfliktom zbrojnym na świecie. W ogóle w mojej rodzinie panuje takie przekonanie, że każdy kto nie dba o mój niezakłócony sen zasługuje na Pokojową Nagrodę Nobla. No i jasne, że wolałabym obudzić się szumem drzew i szczebiotem ptaków, niestety znowu budzi mnie zapach rozkładajacych się zwłok w upalne południe i bitewne odgłosy, bo najwyraźniej sąsiedzi z dołu już wstali i za cel obrali sobie pobić rekord Guinessa w ilości ugotowanej brukselki do 8 rano (co tłumaczy zapach trupa). Wwiercający się w głowę odgłos to inauguracja remontu u sąsiada z góry. Ponownie zamiast budzika wyrywa nas ze snu odgłos wierconej ściany… I tak już do końca życia, albo prądu.

Sąsiad, jak to sąsiad, mieszka po sąsiedzku, to znaczy zaraz obok, pod albo co najgorsze – nad nami. Sąsiad to osoba, od której – w optymistycznej wersji zawsze można pożyczyć mąkę, proszek albo otwieracz do konserw a w pesymistycznej chodzi w betonowych pantoflach, kradnie wycieraczki, słucha na cały regulator radia Maryja, muzyki „umc umc” albo robi niekończący się remont (oficjalny cel remontu to poprawa wyglądu i funkcjonalności naszego lokum, ale i tak wszyscy wiedzą że to tylko skutek uboczny dręczenia sąsiadów, ale pozory zachować trzeba). Sąsiad nigdy nie zwraca uwagi na porę dnia ani nocy, gdy zamierza wiercić, kuć albo uczyć dziecko aportować metalową piłką. Nie interesują go twoje wrażenia słuchowe towarzyszące obsłudze wiertarki udarowej. Mój sąsiad remont rozpoczął dziś o 6 rano wierceniem. Prosto w mojej czaszce. Ja to widzę tak, że on o tej szóstej rano nie mogąc dospać i potykając się o meble i własny szlafrok napędzany weną i pokrzykiwaniem żony zaczął żłobić w ścianach płaskorzeźby wszystkich królów Polski. Po pół godzinie zrobił sobie godzinną przerwę i zaczął kuć. Dla urozmaicenia z powrotem przerzucił się na wiercenie. I tak sobie kuje i wierci testując moja cierpliwość. Trzeba wstać, dośpię na dywaniku w łazience. O. Jednak nie dośpię – sąsiadka nastawiła już pralkę, która wchodzi w tryb wirowania przypominając start odrzutowca. 

Szybki przewodnik po sąsiedzkich typach:

  1. Monitoring osiedlowy / DJ Maryja – Niedosłysząca starsza osoba, która osiąga decybelowe rekordy odbiorników radiowych i telewizyjnych, dźwięk jest tak głośny, że jego fala dosłownie odrzuca z impetem od drzwi, kiedy chcesz do sąsiadki zapukać i poprosić o pięć minut przerwy. Ulubiona aktywność (oprócz odsłuchania Anioła Pańskiego i modlitw w intencji księży misyjnych potrafi zawisnąć na długie godziny na parapecie albo przesiadywać za praniem na balkonie i obserwuje wszystko i wszystkich – wie wszystko i o wszystkich.  „A wie Pani, że sąsiadka spod trójki wróciła wczoraj o północy!” – słyszymy konspiracyjnym głosem od babci, która wychodzi tylko po to, by podzielić się z nami swoimi newsami. Na początku jest to w jakiś sposób ciekawe, jednak po czasie zdajemy sobie sprawę, że również posiadamy własną kartotekę.
  2. Pan Janusz – jego główny outfit to koszulka żonobijka i klapki, codziennie chodzi trzepać dywanik i po piwo do osiedlowego sklepu. Drzwi przed nami otworzy, ale japę też potrafi jak jego żona za grubo posieka ziemniaki do rosołu. Jeździ polonezem, bo uważa że to co nowe jest złe i co niedziela odpala go do kościoła. Oczywiście ma pluszowe kostki podwieszone pod lusterkiem. Fan Sławomira – mimo, że nie zna słów potrafi wyśpiewać każdy refren stojąc na balkonie rozebrany do pasa (najpewniej związane z dobrą akustyką) z nieodłącznym papierosem w ręce. 
  3. Rodzice – koło trzydziestki, czterdziestki więc powinni wiedzieć, że hodowanie w mieszkaniu zwierząt egzotycznych w postaci małego potwora jest zakazane. Mały potwór drze się jak stare spodnie. Zawsze, kiedy schodzi po schodach z trzeciego, to wali zabawką w każdy słupek barierki na klatce. Ciągle biegnie do psa spod jedenastki i jak ten go uszczypnie, to ryczy, jak pies spod szesnastki go zignoruje, to też ryczy. Po domu biega w betonowych butach. Budzi się z wrzaskiem i zasypia z wrzaskiem. Ładuje akumulatory kiedy reszta budynku jest w pracy.
  4. Lokalsi / Tubylcy / Dresy – najbardziej troskliwa grupa społeczna na osiedlu. Ciągle, chociaż coraz rzadziej zaczepiają człowieka i pytają czy ma jakiś problem. Charakteryzuje ich brak pełnego uzębienia, higieny osobistej i umiejętności budowania zdań złożonych. Występują w grupach raczej mniej niż bardziej zorganizowanych. Gromadzą się stadnie przy trzepaku lub parkowych ławkach. Pasjonaci motoryzacji i sportowych samochodów, najczęściej nie posiadają żadnego, ale znają się na mechanice i potrafią w trzy sekundy odkręcić np. koła w nowym samochodzie na osiedlowym parkingu. (Lepkie) Złote rączki. Wieczorami przeciągającymi się do bladego świtu prowadzą intelektualne dysputy okraszone soczystymi przerywnikami na temat rządu („sku*#!@, ku&!*, złodzieje”), zarobków („skończyłem przedszkole z wyróżnieniem i doszedłem do 3 klasy podstawowej, nie będę pracował na zmywaku!”) nowej dziewczyny Tomka („dobra duuupa”). Amatorzy tanich trunków, których opakowania po spożyciu ścielą się gęsto na trawniku.
  5. Kolekcjonerzy – zbierają worki zawierające radioaktywne odpady gospodarstwa domowego pod swoimi drzwiami. Po tygodniu kolekcja przypomina śląską hałdę węgla, na której wylegają się nowe formy życia ekspansywnie zajmujące całe piętro. Z odległości kilku kondygnacji czuć, że przedwczoraj na obiad była ryba a wczoraj kaszanka i kiszone. Kiedy zalęgłe formy życia wynajdą koło i otrzymają prawa wyborcze worki w końcu lądują w zsypie. Zanim toksyczny opar przewietrzy się z klatki schodowej pojawiają się nowe worki.
  6. No i my – jedyni sprawiedliwi i normalni. Strażnicy teksasu, MacGyverzy rzeczywistości. Grzeczni, mili, uczynni, pachnący oldspajsem, bo na pewno nie groszem. Pomagamy staruszkom nosić zakupy, głaszczemy psy sąsiadów, uśmiechamy się do dzieci. Wracamy do domu, słuchamy odgłosów betonowej dżungli i ściskamy mocno łom. Poupychani w betonowym chowie klatkowym wieczorami marzymy o wyprowadzce na bezludną wyspę, na której nie obudzi nas dźwięk klepanych kotletów, wiercenia albo przetykanego kibla, gdzie nie dotrą świadkowie Jehowy, refren żadnej z piosenek Sławomira ani zapach bigosu w letni poranek. 

 –

Demotywatory

Reklamy

2 Komentarze Dodaj własny

  1. JanekWD pisze:

    Moi normalni sąsiedzi przeklinają mnie za chodowlę małych potworów które kiedyś opanują świat, a już na pewno zapłacą podatkami za moją emeryturę/rentę. Normalni na razie jeszcze się trzymają, ale już nie mogę się doczekać kiedy uzyskają zdolność kredytową i opuszczą moje terytorium. Będzie tak spokojnie. W końcu będę mógł sobie kur#! powiercić.
    Ps. Siedem godzin snu- ale pod rząd?!

    1. Psuj pisze:

      Oczywiście jak renty/ emerytury doczekasz – bo to w tym kraju nie jest takie pewne! 😉 Ale oczywiście z całego serca tego życzę.
      Siedem pod rząd… takie moje marzenie 🙂
      P.S. Mój sąsiad dalej wierci…………………….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s