Zespół niespokojnych nóg

dnia

Kocham mojego współlokatora tak bardzo, że oddałabym za niego życie, a być może i nawet ostatni gryz ciastka. Ale są takie momenty w naszym wspólnym życiu, że chciałabym aby były też ostatnimi.

Bo wiecie my wieczorem mamy taki rytuał polegający na robieniu tych samych czynności tylko na odwrót, więc ja kładę się dopiero jak pootwieram wszystkie okna, Bartek dopiero jak je pozamyka. Na tych fundamentalnych różnicach oparliśmy już niejedno być albo nie być (razem) i stoczyliśmy już niejedną walkę (ale podobno można ją toczyć do śmierci a na to jednak jesteśmy zbyt leniwi), także ja zasypiam i budzę się spocona a Bartek z naciągniętą na uszy kołdrą pochrapuje jak najsłodsza kosiareczka świata. Zaczynam podejrzewać, że on w lecie magazynuje ciepło, żeby móc je potem jak najdoskonalszy termofor oddawać przez całą zimę.

No więc on śpi, ale jak śpi. Jak najpiękniejszy pączek w maśle opanierowany w kołdrę i pochrapywanie na całym świecie. Śpi spokojnie, co jest dla mnie informacją, że śni mu się trening złożony z podnoszenia czekoladowych ciężarów. Wtem! Jak nie kopnie, jak nie wierzgnie zupełnie jak źrebię na łące. Przebiera tymi nogami aż się łóżko trzęsie, biegnie i dobiec nie może. A trzeba wiedzieć, że On tak ostatnio biegał jak zobaczył po raz pierwszy stan licznika i gasił po kolei wszystkie światła uznając, że dawniej ludzie jakoś żyli przy świeczkach i nikt od tego nie umarł.

Żal mi biedaka, żeby kostki nie zwichnął w tej ciasno zawiniętej pościeli, więc wołam, żeby się obudził i czy przyśnił mu się koszmar taki jak mnie tydzień temu, że mam nietolerancję na czekoladę. a on mi na to mówi – obudzony nagle, nieprzytomny – że śniło mu się, że jest w górach i się potknął i się tak potykał, aż go nie obudziłam i tym samym uratowałam. Kobieta – bohater. Mówię mu, żeby zszedł z tych gór bo się do reszty zabije w fazie REM i na przykład pospaceruje po plaży. Myślę sobie: piasek – żadnych nierówności, będzie bezpieczny do samego rana. Zasypiam w końcu i ja niesiona falą upałów i jakież moje zdziwienie, kiedy budzę się przez zasadzonego kopniaka! I kolejnego! Więc to chyba oczywiste, że człowiek obudzony kopnięciem oddaje tym samym. Oburzony nieprzytomny głosem mówi:

– MEDUZA! Na tej plaży była meduza!

No już nigdzie nie jest bezpiecznie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s