Opowieść przedwigilijna

dnia

Na zdj. kadr z filmu: „Uwierz w ducha”, reż J. Zucker

Robienie zakupów w grudniowy weekend jest stresujące na równi z pobytem w tajskim więzieniu albo przebraniem się za precla i przespacerowaniem przez krakowski Rynek. Moim zdaniem TOP 5 najgorszych sytuacji, w których może się znaleźć człowiek z własnej woli. No ale przed świętami po prostu TRZEBA, bo niestety nie wszystko da się zamówić przez internet (w dodatku posiadając pewne doświadczenie życiowe pod względem dostaw, kurierów, paczek i Poczty Polskiej lepiej wziąć sprawy we własne ręce).

Jako, że jestem dorosłym, odpowiedzialnym, szanującym siebie i swój czas człowiekiem, to spędzam właśnie trzecią bezpowrotnie zmarnowaną godzinę swojego życia w świątyni konsumpcjonizmu szukając prezentów idealnych. Po drugim okrążeniu sklepu, przez zupełny przypadek zaatakował mnie sklep z bielizną. Bronić się nie będę, bo w sumie przydałoby mi się coś ładnego. Najlepiej w komplecie. Koronkowym. W dwóch kolorach (w końcu za 2 tygodnie rodzi się nie byle kto!) Bieliźniany z klasy tych, co nawet manekiny wydają się szczęśliwe, mogąc prężyć swoje plastikowe piersi w fikuśnych stanikach zbudowanych z tasiemki i… odrobiny fantazji użytkownika. A co mi szkodzi – myślę sobie. Stanika w renifery jeszcze nie mam, a jak dołożą do niego skarpety w Mikołaje to biorę w dwóch kolorach! Wchodzę więc, po lewej koronki, góry koronek, tasiemek i paseczków w różnych kolorach, długości i pojemności, po prawej całe rzędy pluszu, pomponików, futerek a pośrodku tego wszystkiego ja.  Idę sobie przez ten sklep jak McGyver przez Castoramę, wybieram koronkę, która podziała na mnie uspokajająco, a to taka, nie taka, z frędzlem, bez frędzla, bardotka, puszap, piankowy, różowy, czerwony, ze sznurkiem, bez sznurka, sam sznurek, rodem z westernu BDSM- do wyboru, do koloru. Przytulam się czule do wszystkich naklejek z napisem „50% ceny” i „trzeci produkt gratis”, przymierzam absolutnie wszystko, w sercu zapalają mi się świąteczne lampki i sypie miękko śnieg (każdy ma swój własny park rozrywki), znam już życiorys każdej pani ekspedientki – wiem, że pani Kasia ma trzyletniego syna, który lubi masło orzechowe i szynkę najlepiej w zestawie, że pani Asia bierze ślub za pół roku, i że na prezent ślubny chce biszkoptowego labradora a najlepiej dwa, że mąż pani Gosi nienawidzi karpia, ale ona jest tradycjonalistką, więc co roku i tak go robi udając, że to dorsz. Mąż zjada ze smakiem i obydwoje są szczęśliwi. 

Okopana w przymierzalni rozpoczynam mierzenie, gadamy sobie dalej o pierdołach, prezentach, tym co sobie życzymy pod choinkę, że może kosmetyki, może ubrania, wycieczka za granicę, zrzucić w końcu te nadprogramowe 10 kilo – jednym słowem o wszystkim. Do rozmowy włączają się inne klientki, robi się głośno i śmiesznie, pogaduchy się toczą właściwie już same, podejrzewam że za chwilę założymy girls band i ruszymy w Polskę śpiewając przeboje Maryli Rodowicz. Wyplątując się ze wszystkich bieliźnianych sznurków i sznureczków zauważam samotnego klienta płci męskiej błądzącego wzrokiem po wszystkich dobrodziejstwach wiszących na regałach. Zauważa go też pani Kasia i przystępuje do zwykłego ekspedienckiego ataku. Na męskiej twarzy maluje się coś pomiędzy strachem i chęcią ucieczki a nadzieją na szybką śmierć. No ale w końcu pani Kasia to specjalistka, więc pyta czy szuka może prezentu. Pan odpowiada, że owszem – dla swojej żony (pogaduchy w przebieralni milkną). Pani Kasia dopytuje jaki kolor go interesuje, pan odpowiada, że właściwie wszystko jedno, bo jego żona w każdym wygląda pięknie (zbiorowe „aaaaaaach” z przebieralni). Po wstępnej selekcji na ladzie zostają dwa modele, więc pada finałowe pytanie „ten z kokardką, czy ten z koronką?” Z koronką. To teraz jaki rozmiar obwodu i miseczki. Obwód 70 cm a miseczka nie jest ważna, może być ta najmniejsza. Tak, tak najmniejszą. A bo żona jest właśnie po drugiej mastektomii. I tak, woli kupić biustonosz zamiast dwóch par majtek, bo żona kocha ładną bieliznę a on chce, żeby była szczęśliwa. I żeby mimo operacji mogła dalej nosić piękną bieliznę.

Kupił. Podziękował. Wyszedł.

Cała przebieralnia płakała równo godzinę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s