Męskie granie

„Nikt z nas nic nie pamięta, pamiętacie?”  Alan Garner (The Hangover) Ostatnio Bartek umówił się z kolegami na wspólny wieczór (jak się później miało okazać – i także na pół nocy), aby wspólnie doprowadzić swoje wątroby do stanu godnego pożałowania i miała to być „Gorączka sobotniej nocy” albo „Młode Wilki”. Jak się jednak okazało, „scenarzysta…

Miłość w Zakopanem

Styczeń to taki miesiąc-kac, powodujący najgorszą zgagę w całym roku, taką która skutecznie wpędza w poczucie winy większość Polaków. W styczniu masowo wykupujemy karnety na siłownie, zapisujemy się do kółek hobbystycznych w poszukiwaniu celu w swoim życiu a jak go nie znajdziemy to zawsze zostaje nam Blue Monday. Nie bez znaczenia jest też fakt, że…

30 lat minęło

Kiedy spotkałam Bartka po raz pierwszy, to jest 13 lat temu, nie sądziłam, że stanie się On najpopularniejszym stomatologiem, który w martwym unosi 200 kg. Że dzięki wytrwałości i ciężkiej pracy zasłuży na prezydencki medal, Krzyż Zasługi i Order Uśmiechu. Że kupi mieszkanie w Krakowie, ziemię na Podhalu i apartament w Sea Tower. Że przed…

Seksmisja vol.2

Po latach rozumiem, dlaczego moja mama modliła się, żeby mieć syna i dlaczego po porodzie kłóciła z położnikiem, że córki nie zamawiała. Faceci mają po prostu w życiu lepiej. Sami otwierają słoiki, ich rozmowy telefoniczne trwają 30 sekund, tyle samo wymiana koła i codzienna toaleta. Poniżej więcej przykładów, dlaczego panom żyje się lżej, weselej i…

Stołówka „Pod mocnym rosołem”

W imię walki z przestępczością gastronomiczną w Krakowie i postulatem, żebyśmy jedli zdrowiej i bardziej domowo stoję przy garach już 3 godzinę, bo upiepszyłam sobie na obiad zupę z cukinii (na domowym rosole). I drugie danie wymagające więcej cierpliwości niż przewijanie sześcioraczków. Sram na deser, bo i tak pójdzie w dupę. Dosłownie. No więc najpierw…

Koszmar minionego lata

Kilka tygodni temu postanowiliśmy, że jednak wybierzemy się na urlop (przyszła wypłata) i zaczęliśmy przegrzebywać oferty (lastminuty, olinkluziwy, czartery, agroturystyki, namioty na drzewach, wioski muminków, etc), które: nie będą kosztowały milionów monet, albo równowartości nerki na czarnym rynku, hotel nie będzie zbudowaną z dykty osadą prusaków, opinie o noclegu nie będą się zaczynały od: za…

Dyżurny Gargamel PKP

Wsiadam do pociągu (niewyspana bo wstałam o PIĄTEJ!) z nadwyrężoną ręką od tachania torby i komputera i nadwyrężoną cierpliwością przez panią kanapkową, która dała mi bułkę z margaryną a nie z masłem, więc na stracie wiem, że podróż będzie mało satysfakcjonująca. Dla innych pasażerów. Tym bardziej, że moim przedziale (sic!) siedzi już pięć osób –…

Spanie z gwiazdami

Pisałam już o tym, że u nas w domu panuje wieczorem taki rytuał polegający na robieniu tych samych czynności tylko na odwrót, więc na przykład ja kładę się dopiero jak pootwieram wszystkie okna, Bartek dopiero jak je pozamyka, ja zmywam umywalkę a Bartek potem idzie umyć zęby, położę się dopiero jak czule wygładzę prześcieradło i…

Zorganizowanie – moje drugie imię.

Z okazji, że piątek to podzielę się kilkoma wskazówkami, jak stworzyć idealny harmonogram pracy na dzień dzisiejszy – wiecie taki zbalansowany podział na dedlajny, zajęcia ultra pilne, pilne i te na wczoraj ale z uwzględnieniem mindfulness i podwójnej flat white, jin i jang pracy i odpoczynku. Taki, który powoduje, że do drugiego śniadania stajemy się…

#1000 dni miłości

Na pierwszy rzut oka to może wydawać się, że nasze wspólne życie to dwupasmówka sukcesów, w mieszkaniu mamy ściany z waty cukrowej, podłogę z pluszu a wieczorami panierujemy się w płatkach róż i brokacie. No jasne, z tym że w ogóle nie. Nikt (na szczęście) nie wie ile razy w ciągu tych 3 lat, Bartek…

O braku deseru i wolności w związku.

Jest początek miesiąca, więc moje konto bankowe wygląda jak Megan Fox pod prysznicem – no aż miło popatrzeć. W takim okresie można spokojnie zaplanować racjonalne wydatki… czyli jak zwykle – przeżreć. Właściwie ja to nawet subkonto oszczędnościowe zatytułowałam „na pączki” i czuję, że jak bank zrobi kiedyś audyt albo na konto wpełznie mi swoją macką…

Warszawski sen

Wiecie jak wygląda nadzieja? Jak twarze osób, które w XVII wieku decydowały się porzucić dotychczasowe życie i popłynąć ku brzegom Ameryki po nowy, lepszy byt. Podobnie dzisiaj wyglądałam ja (no może ciut bardziej zaspana, bo kto wymyślił piątą rano?), pakując się do pociągu (oczywiście spóźnionego) w stronę polskiej stolicy. Ostatnio za bardzo skupiłam się na…